
Nananne „Nancy” Cartland
25 lat
Heteroseksualna
Urodzona na Sri Lance, od dwudziestu jeden lat obywatelka USA
Skazana za morderstwo w afekcie, handel ludźmi, organizację
nielegalnych wyścigów, liczne napady z bronią w ręku.

Nancy Cartland to osoba znana każdemu więźniowi w tym
przybytku. Jako jedyna niebieskowłosa wyróżnia się z tego szarego, pasiastego
tłumu. W więzieniu przebywa od sześciu lat i nawet najstarsi więźniowie nie
mówią już do niej per nowicjuszko. Bo choć nadal nie przyzwyczaiła się do tego
miejsca to zdążyła już wyrobić sobie w nim opinię. Każdy słyszał o wybrykach
Cartland. O próbach ucieczek, szukania sposobów by przemycić alkohol czy
zwyczajnym odmówieniu wykonania kary, jeżeli tylko uznała, że na nią nie
zasłużyła. Bo choć w życiu uczyniła wiele złych rzeczy, nadal czasem odzywało
się w niej poczucie sprawiedliwości. Szkoda tylko, że nie w tym momencie, kiedy
powinno.
Strażnicy, zapytani o tę kobietę odpowiadają podobnie –
uparta, nieugięta, o zadziwiająco dobrym nastroju i nieopuszczającym poczuciu
humoru. Gadatliwa marzycielka.
Na pozór wydaje się być miłą wręcz słodką dziewczynką,
wiecznym dzieckiem. Ktoś mógłby pomyśleć, że jest niewinna, że nie popełniła
tych wszystkich zbrodni, po prostu ktoś ją wrobił a ona nie mogła na to nic
poradzić. Nic bardziej mylnego. To diablo inteligentna, szczwana bestia. Nikt
nie chciałby jej podpaść. Choć jest średniego wzrostu(165 centymetrów ) i
raczej zalicza się do osób drobnych, nie można jej zarzucić, że nie potrafi się
obronić. Parokrotnie zdarzyło jej się znokautować nawet swoich przyjaciół,
którzy zakradli się niepostrzeżenie od tył i mieli wspaniały plan
przestraszenia dziewczyny. No cóż. Nie udało się. Ba, jeszcze zarobili parę
siniaków.
Cartland uważa, że trzeba brać z życia wszystko, co oferuje.
Nawet w więzieniu. Swoim sposobem bycia potrafi zjednać współwięźniów jak i
strażników. Przebywając z niebieskowłosą nie można narzekać na nudę.
Oczywiście, jak każdy ma swoje wady. Jest przeraźliwie
uparta – jeśli coś sobie ubzdura, nikt nie wybije jej tego z głowy. Do
osiągnięcia swoich celów potrafi iść po trupach. Jest bardzo ambitna – wydawać
by się mogło, że nie ma dla Nancy rzeczy niemożliwych. Jednakże to często ją
wykańcza. Przecenia swoje siły co nie kończy się dla niej zbyt dobrze. Często
wiele dni chodzi smutna i zamyślona. Jakby zmieniała się w inną osobę, zupełnie
jakby nagle żyła w innym świecie. Nikomu nie mówi o swoich zmartwieniach i
planach. A potem, z dnia na dzień – jakby nigdy nic, powraca stara, dobra
Nancy.
Jest bardzo dumna. Honor jest dla tej kobiety bardzo ważny.
Może i przez to straciła wiele znajomości, które mogłyby wyciągnąć ją z
więzienia, lecz jeśli miałaby wyjść poniżona to wolałaby pozostać w Alcatraz na
zawsze.
Miłośniczka winyli, dobrej, brutalnej fantastyki i
marvelowskich komiksów. Często widywana z słuchawkami i discmanem. Ma w
zakładzie kilka swoich ulubionych płyt i w kółko ich słucha. Artystka-amator –
uwielbia bazgrolić po czasopismach przyniesionych przez strażników, a także
wszelkich serwetkach czy pocztówkach. Każdy skrawek papieru może zamienić się w
małe dzieło. Zakochana w piercingu i tatuażach. Sama miała kolczyk w nosie,
septuma, lip ringa i kolczyk w brwi ale wszystkie powyjmowała, ze śmiechem
stwierdzając, że w jej wieku już nie przystoi mieć tyle żelastwa na twarzy. Posiada mały tatuaż ukryty
bezpiecznie pod fałdami ubrania – pamiątka po mocno nakrapianych siedemnastych
urodzinach.
Uczęszczała na zajęcia z szermierki i kick boxingu, dlatego
zna podstawy tych dyscyplin sportowych. Choć bardzo zwinna, często coś rozbija
i łatwo nabija sobie kolejne siniaki.

Każdy ze strażników miał swoje zadania, obchody i godziny pracy. Zmiany, jakby dla urozmaicenia nie ucieszyły tego dnia Millera. Musiał wcześniej wstać i zająć się swoją robotą. Nawet nie zdążył wpić porządnej kawy, ale postanowił, że to nie zepsuje mi humoru.
OdpowiedzUsuńCo prawda wielu ze strażników otrzymało tego dnia jakieś zadania czy prace, on tym czasem snuł się po bloku. Nie dało się ukryć, że był nieco znużony tym zajęciem. Nic się nie działo. Dziwne, nieprawdaż? Pokręcił głową i przeczesał palcami ciemne włosy. Nie mógł się przecież spodziewać żadnych latających staników i uśmiechnął się nawet z rozbawieniem do własnych myśli. To byłoby ciekawe, i pewnie pożegnałoby ten dzisiejszy dostatecznie męczący spokój.
Z rozmyśleń wyrwał go znajomy głos. Nie dało się ukryć, że stał niedaleko celi panienki Cartland. Skrzywił się słysząc ten ton. Przekręcił głowę, by móc na nią spojrzeć. Uśmiechnął się ironicznie. Posłuchał, ale nie zbliżył się zbytnio do krat. Książkowe zachowanie - zachować odległość.
- Kochanie? - powtórzył niby to wielce zaskoczony. Zatrzymał na niej spokojne spojrzenie. - Podszedłbym bliżej, ale kto wie... może dzisiaj gryziesz? - dodał, wzruszając ramionami.
Jason
Dzisiaj dojechały leki, które zostały zamówione. Dałaby sobie z nimi radę sama, ale Ci z góry stwierdzili, że przyda jej się pomoc. W końcu więźniowie mieli swoje zadania, nagrody i kary. Jaka pracownica, musiała się do tego przystosować, zwłaszcza iż była tu świeża. Słyszała, że może niemieć lekko i mogą próbować zrujnować jej psychikę, czy niektórzy nawet zabić. Wiedziała to, ale mimo wszystko wszędzie było lepiej niż w Londynie. Westchnęła i do gabinetu weszła dziewczyna o niebieskich włosach. Kto by pomyślał, że ktoś taki jest w Alcatraz.
OdpowiedzUsuń- Dziękuje - powiedziała spokojnym tonem, otwierając pudło, w którym znajdowały się lekarstwa.
- Na półkach masz opisane, gdzie jakie leki powinny się znaleźć. Nie powinno Ci to sprawić problemu - poinformowała ją.
Olivia
Słynna Nancy Cartland. Może nie taka słynna, ale w każdym razie wredna i zadziorna niebieskowłosa. Tak to się zgadza w pełni. Miał już z nią do czynienia i to nie raz. A teraz chyba bardzo starała się go sprowokować. Mimowolnie jego ironiczny uśmiech poszerzył się wyraźnie.
OdpowiedzUsuń- Co takiego mówisz? - spytał jakby nie dosłyszał. - Wybacz, skarbie, dzieli nas zbyt duża odległość. Musisz mówić wyraźniej albo głośniej. - dodał niby to ze smutkiem. Czemu miałby się z nią nie droczyć? To jak taka gra wstępna, czyż nie?
Rozejrzał się wokoło, a skoro nie było żadnego z jego kolegów postanowił zrobić co najwyżej krok w przód. Nadal nie mogłaby go sięgnąć, ale mogli do woli pojedynkować się wzrokiem.
- O co chodzi, Cartland? Czujesz się samotna? Gniotą Cię te ściany, a kraty gryzą? - tym razem to on przechylił głowę w bok, lustrując ją uważnym spojrzeniem.
Jason
Wpisywała do swoim dokumentów dane leki, które zostały wysłane. Nie lubiła tego, ale cóż zrobić. Najgorsze było liczenie, w sumie to nawet dobrze, że została przydzielona jej pomoc. Chociaż zawsze dawała sobie radę sama. Spojrzała się na nią badawczo i przez chwilę zastanawiała się nad odpowiedzią. Przegryzła dolną wargę w zamyśleniu i westchnęła.
OdpowiedzUsuń- Ja tam nie mam domu - stwierdziła po dłuższych przemyśleniach - nie mam tam nikogo. Więc nic tam mnie nie trzyma - wzruszyła ramionami i wróciła do swojej pracy.
Olivia
Strażnik nie spuszczał z niej oka. Zmierzwił sobie włosy. Fakt faktem na niewyspanego to on wyglądał. A nuż taka zadziora jak Nancy go wybudzi. Nie zamierzał jednak już spać. Na łeb nie dostał. Do celi to jej się ładować nie zamierzał, chociaż... Nie, nie, nie. Musiał myśleć jak strażnik. Płacili mu za to. Nancy mu nie płaciła, tylko ograniczała się z nudów do zaczepek. Tak jak w tej chwili. Zdrowe myślenie.
OdpowiedzUsuń- Owszem, ja i Ty jesteśmy, a także Ty i Twoja Stalowa Dama jesteście nazywane wspólnie po imieniu. - odpowiedział spokojnie. Pokiwał głową.
Słysząc jej propozycję zaczął się głośno śmiać. Nie ironicznie, bo wcale nie zamierzał kpić. A potrafił i robił to dość często, ale nie w tej chwili. Żeby była jasność w tej kwestii.
- Nie wyspałem się to prawda, ale nie zamienię się z Tobą, bo widzisz ja z kajdankami radzę sobie trochę lepiej i nie mam na karku wyroku. - wzruszył ramionami niby to ze smutną miną. OCH, TAK BARDZO ŻAŁOWAŁ, ŻE NIE MOGLI SIĘ ZAMIENIĆ. Aha, tak, jasne. Jego łóżko było w porządku. To godziny pracy były nie tak. Ale jest dużym chłopcem musi sobie z takim fantem radzić. Nie ma innej opcji.
Jason
Przenieśli mnie. Zamiast siedzieć spokojnie w więzieniu w Londynie to oni musieli mnie przenieść do Alcatraz. Z Londynu mogłam przynajmniej uciec a tu nie było takiej możliwości. Kajdanki na nadgarstkach wpijały się niemiłosiernie i chciałam żeby je już ściągnęli. Strażnik wprowadził mnie do celi i ściągnął kajdanki. Spojrzałam na niebieskowłosą w celi z kpiącym uśmieszkiem. - Kruszynko? Serio? - usiadłam na pryczy i roztarłam obolałe nadgarstki. - W sumie, może być fajnie. - wzruszyłam ramionami. - Tu jest przynajmniej więcej ludzi. - oparłam się o ścianę i przymknęłam oczy. W Londynie siedzieli złodzieje, którzy po dwóch latach wychodzili a ja rzucałam się na ludzi bez żadnego powodu. Nie pasowałam tam, po prostu.
OdpowiedzUsuńMargaret
Nancy nakładająca jedzenie - to już powinno alarmować potencjalnych odbiorców papek. Mimo wszystko każdy oprócz Patrica (który uśmiechnął się nieco krzywo i wbił wątpliwie wzrok w swoją papkę) grzecznie odbierał talerze, siadał przy stołach i grzebał w tym cudzie kulinarnym. Hartnett w kuchni był tylko raz i z racji tego, że zaczął rzucać jedzeniem w kucharza, któremu pomagał przy robocie, to szybko został odprowadzony do celi i pozbawiony kilku "przywilejów", czym raczej się nie przejął, bo nadal śpiewał po nocach tak, że pewnie nawet sąsiednie bloki słyszały to jego pseudo-artystyczne wycie(był pewien, że przynajmniej połowa współwięźniów znała już teksty, bo przeważnie "nucił" to samo w kółko).
OdpowiedzUsuńPatric w sumie nie wyglądał na typowego mordercę. Miał przyjazny, nieco pokrętny uśmiech, duże oczy(jak go zamykali to stwierdzili, że nawet nieco wyłupiaste, ale dla niego to było raczej obojętne, jak inni go postrzegają). Zawsze sprawiał wrażenie miłego i nieszkodliwego(przynajmniej póki ktoś nie dowiadywał się za co siedzi). Ponadto wzrostem też nie robił jakiegoś szału - metr sześćdziesiąt osiem, więc staniki nie latają, zero owacji na stojąco. Odżywiony był dobrze, zbudowany też nie najgorzej, ale jak się było niskim to nie mogło się być zbyt napakowanyn, bo wyglądałoby się jak krasnal ogrodowy(zapuszczanie brody w więzieniu było bardzo prostą sprawą, więc cała sytuacja mogła wejść w życie).
Pierwszym co zrobił po klapnięciu przy stole było powąchanie papki. W zasadzie to praktycznie wsadził w nią nos, ale szybko się oddalił i zrobił zabawnie zmarszczoną minę, po czym spojrzał na Nancy z takim niesmakiem.
Przez całą porę obiadową siedział z tym samym wyrazem twarzy i współwięźniowie najpierw gapili się na to, czemu nie je, a potem na niebieskowłosą, jakby chcieli ją zaraz zlinczować. Zazwyczaj w końcu nienajedzony Patric oznaczało to tyle samo co narzekanie, kolejne godziny ambitnie okraszone jego piosenkami("Chocolate Rain" znali już wszyscy strażnicy, a szczególnie ci z nocnych zmian, bo właśnie wtedy najczęściej Hartnett lubił tym zamęczać cały blok).
Patric Hartnett
Jeśli ta dziewczyna jeszcze raz nazwie mnie kruszynką zabiję ją własnymi rękoma. - Skoro tu jestem widocznie jestem taka sama jak oni. - wzruszyłam ramionami. Wzmianka o erotomance jakoś nie bardzo mnie poruszyła. W sumie mieszkając z grupką ćpunów spotykało się gorszych ludzi. Rozkoszowałam się ciszą, która trwała przez chwilę. - W sumie mają tu wygodniejsze prycze. - mruknęłam.
OdpowiedzUsuńMargaret
Przerwała swoją pracę i spojrzała się na nią uważnie. Westchnęła cicho i przegryzła dolną wargę w zamyśleniu.
OdpowiedzUsuń- Wyobraź sobie wigilię. Najpiękniejszy dzień w całym roku, gdzie spędzasz czas z kochającą rodziną - zaczęła powoli - i kiedy idziesz czytać bajkę swojej córce, ktoś się włamuje i zabija wszystkich bez opamiętania, jakby to były kaczki. Niby policja przyjeżdża, przeżyłaś. Wyobraź sobie swojego męża, który był dla Ciebie całym światem. Leży martwy. A miesiąc później Ci sami ludzie, porywają Ci dziecko. Ostatnią osobę, która Ci została. Czy dla Ciebie swój własny dom, byłby bezpieczny? Czułabyś się tam dobrze? - spytała unosząc brew do góry. Ukrywanie emocji miała opanowane do perfekcji, dlatego też wyglądało to, jakby opowiadała bajkę, coś co przeczytała w gazecie.
Olivia
- Czyżby, panienka Cartland sugerowała właśnie, że mam spore predyspozycje, aby również patrzeć na świat przez takie stalowe pręty? - spytał, jakby dla upewnienia, jednak w jego głosie słychać było rozbawienie tą sytuacją. Ciekawa rozmowa, nie ma co. Przechylił głowę, lustrując ją ostrożnym spojrzeniem. - Mógłbym nawet pokusić się o stwierdzenie, że masz w tym dogłębną rację, bo widzisz na mnie znalazłoby się sporo haków. - posłał jej ironiczny uśmiech, więc trudno było odgadnąć czy mówi na serio czy po prostu się droczy.
OdpowiedzUsuńWydawał się tym nawet bardzo rozbawiony. - Niestety, kotku, ale sąd nie odebrał tego jako wybawienie dla świata i społeczeństwa. - odparł, wzruszając ramionami.
Jason