poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Jeśli jesteś w czymś dobry nigdy nie rób tego za darmo.


http://24.media.tumblr.com/tumblr_lww7b3tnlA1qgs4sno1_250.gifhttp://31.media.tumblr.com/tumblr_lww7b3tnlA1qgs4sno6_r1_250.gif
W sumie gardzę tymi wszystkimi zasadami, ale dla tego miejsca robię jedyny wyjątek.

Ucieczka to ponoć najgorszy sposób na radzenie sobie z przeszłością. Czy ja wiem? Wolę jedną, a dobrą ucieczkę od tych wszystkich sentymentalnych bredni i przede wszystkim ojca-palanta. Nadal wierzy, że wrócę do Nowego Jorku i zacznę pracę w jego firmie. Wolne żarty. Nie sponiewierało mnie po podłodze ani w dzieciństwie nie spadłem ze schodów i nie zrobiłem fikołka w połowie drogi, aby zlecieć na sam dół. Nie zamierzam umrzeć w garniaku pod krawatem i to jeszcze za biurkiem, z gromadką dzieci. Może i komuś nie mieści się w głowie to, że wolę pracować i mieszkać w więzieniu owianym wręcz złowieszczą legendą niż kosić pieniądze na ludzkiej niedoli, a w wielkim domu cieszyć się luksusem. Nie jestem wcale aż tak uczciwy czy troskliwy wobec kogokolwiek jak może się złudnie wydawać. W tej chwili myślę tylko i wyłącznie o sobie. Nie oszukujmy się jestem egoistą. Nigdy nie będę święty. Ateista nie może zostać świętym. Nawet wiara w cuda nie pomoże. Lubię swoją robotę, ledwo ponad marną pensję (która mogłaby być lepsza, naprawdę bym nie narzekał, serio!), wdzianko strażnika i pilnowanie tych szalonych skazańców. To miejsce rządzi się swoimi regułami, mimo że wydaje się z pozoru trzymane twardo w ryzach i podparte na żelaznych zasadach to między wieloma osobnikami panuje tutaj tylko i wyłącznie prawo dżungli. Nie mamy się co tutaj czarować. Jestem strażnikiem. Muszę umieć sobie z nimi wszystkimi poradzić. W innym razie nie miałbym czego tu tak właściwie szukać. Widzę zbyt wiele. Słyszę za dużo rzeczy, ale nigdy nie uda mi się pozbyć jednej myśli: Co właściwie różni mnie od nich? Ciągle mam je w głowie. Jak jedną z punkowych piosenek, których nie będę tu nucił, a tym bardziej śpiewał.

Czarna owca rodziny. A nie to jednak prawie cała rodzina jest czarną owcą.

http://24.media.tumblr.com/tumblr_lw46lanCKG1qlyuevo1_500.gif

Miller? Chłopak dużo o sobie nie mówi. Generalnie tematy o rodzinie odpiera wymijająco albo nie odpowiada wcale. Lepiej czuje się, gdy zaczynamy rozmowę o sporcie albo ulubionej muzyce. Pali jak smok, ale twierdzi, że rzuca. Zabawne, co? Wiesz... nie wiem czy jest skorumpowany przez jakiegoś więźnia, bo takie rzeczy to widać na pierwszy rzut oka, jeśli jest się tak doświadczonym pracownikiem jak ja, ale powiem szczerze, że po Jasonie niczego takiego nie widać. Nie mam w tym temacie, więc zielonego pojęcia. On nie traktuje kogoś nawet minimalnie w sposób ulgowy, a to by go nieco zdradziło. Zawsze pomocny, bo i chętnie mi pomaga, gdy go o to poproszę. Starszy już jestem nie ma się przed czym tutaj okłamywać, bo czasu nie cofnę. Pochodzi z Nowego Jorku. To widać, bo nie zachowuje się jak typowy mieszkaniec z okolicy. Inaczej mówi. Słyszałem, że nazywają go tutaj Strażnikiem ze smokiem. To nie mija się przecież z prawdą, bo na szyi ma ten charakterystyczny tatuaż. Nigdy nie powiedział mi skąd go tak właściwie ma. Dodam jednak, że czuje się w tym miejscu bardzo dobrze. Kiedy inni nasi koledzy zaczynają świrować to Miller tylko rzuca ciętymi uwagami. W sumie to miły chłopak.” 

- Daniel Nouer, jeden ze strażników w Alcatraz

http://data.whicdn.com/images/31688101/tumblr_lv01gcxls01qzvhq4o1_500_large.gif 
JASON MILLER
26 lat
Strażnik ze smokiem | Zatwardziały ateista | Wolnomyśliciel 
Rockandrollowiec | Nowojorczyk z krwi i kości
Za grosz patriotyzmu | Alcatraz to mój dom

12 komentarzy:

  1. Cartland siedziała w celi. O dziwo, po raz pierwszy od bardzo dawna w godzinach od 8.30 do 12.00 nie wykonywała jakiegoś zadania - nie przydzielili jej do żadnej pracy porządkowej, co było wprost niebywałe. Niestety - jej współlokatorki, jak na złość, dzisiaj dostały zlecenia. Trzeba było przyznać, że siedząc tak już od dwóch godzin i słuchając w samotności muzyki, zaczynała się nieco nudzić, a przecież musiała jeszcze trochę czasu spędzić w tej minimalitycznej klitce. Wyłączyła discmana i wstała ze swojej pryczy, podeszła do krat, zaglądając przez nie na korytarz. Taak, dopisywało jej dzisiaj szczęście. Uśmiechnęła się szeroko na samą myśl o tym, kto stoi niedaleko niej.
    - Jason, kochanie, podejdź no tutaj do płota. - Zawołała go głosem kochającej żony. Włożyła cały swój talent aktorski, by brzmiał jak najbardziej irytująco. I chyba osiągnęła dobry efekt, bo ktoś w sąsiedniej celi parsknął śmiechem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nancy znała już trochę Jasona i wiedziała o nim co nieco. Mniej więcej wiedziała, gdzie wyznaczona jest granica i na ile może sobie pozwolić w stosunku do tego strażnika. Mężczyzna co prawda przybył do więzienia o zaostrzonym rygorze znacznie później niż niebieskowłosa, jednak był tu na tyle długo, że zaczęła już zwracać się do niego po imieniu, nie zawracając sobie głowy jakimiś panującymi tutaj sztywnymi regułami.
    - Może wygrasz dzisiaj los na loterii ale kto wie? Nie zagrasz, nie przekonasz się. Nie podejdziesz, nie dowiesz się. - Powiedziała przekrzywiając zadziornie głowę w lewo. Cały czas nie spuszczała z niego wzroku. Wiedziała, że ludzi łatwiej sprowokować samym spojrzeniem rzucającym wyzwanie, aniżeli najbardziej przekornymi słowami. - Nie jestem jednak pewna, czy jesteś aż takim ryzykantem by podchodzić bliżej. To mogłoby się przecież źle skończyć. - Dodała jakby ze smutkiem. Miała minę prawdziwego niewiniątka. Zwykły przechodzień oburzyłby się słysząc, że ktoś oskarża to słodkie dziewczę o bycie jedną z najgorszych recydywistek na świecie. No cóż. Przypadki chodzą po ludziach, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  3. [ dziękuje za powitanie i wątek jest w porządku :) ]

    Dzisiaj dzień spędzała nad papierami. Zrobiła wcześniej sobie nawet przerwę, ponieważ jeden z więźniów wdał się w bójkę i złamał sobie rękę. Olivia była doskonale przygotowana na takie wizytacje, w końcu inaczej by tu nie pracowała. No i z to jej płacą. Normalny człowiek nie uwierzyłby, że taka krucha kobieta żyje w takim miejscu jak to. Jak ona tu wytrzymuje, no jak? Tyle tu psychopatów i morderców. Ona po prostu ukrywa się przez rzeczywistością i wspomnieniami. Tu czuje się bezpieczniej niż w Londynie, dziwne prawda? Dla niej nie.
    Jej pracę przerwał jeden ze strażników, któremu krwawiło ramię.
    - Pewnie, usiądź - wskazała mu kozetkę i delikatnie obejrzała ranne miejsce - wystarczy tylko zszyć i będzie jak nowe - powiedziała z oficjalnym uśmiechem. Tak, na pierwszy rzut oka widać, że ta kobieta jest nieszczęśliwa i załamana.

    Olivia

    OdpowiedzUsuń
  4. Poszła najpierw po gaziki i spirytus, by uważnie oczyścić tą ranę. Wiedziała, że tutaj jest obiektem różnych plotek, które zazwyczaj nie były prawdziwe. Jednak nie zwracała na nie uwagi, nawet jeśli były cholernie paskudne. Zawsze kiedy przechodziła przez stołówkę czy inne miejsca, gdzie roi się od ludzi, czuła na sobie ich spojrzenia. Mimo wszystko zawsze chodziła z głową uniesioną do góry.
    - Tak, nowa - potwierdziła jego słowa Dyskretnie zbadała go wzrokiem, a następnie zaczęła oczyszczać mu ranę - dlatego, że to miejsce jest dla mnie bardziej bezpiecznie niż własny dom - odpowiedziała zgodnie z prawdą. Nie miała co kłamać, prędzej czy później i tak wszyscy poznają jej historie.
    Olivia

    OdpowiedzUsuń
  5. Przejechała czule dłonią po kratach.
    - Te kraty miałyby mnie gryźć? Przecież to moi najlepsi przyjaciele. - Starała się, by jej głos ociekał ironią a nie goryczą. - Jesteśmy nawet na ty, prawda Stalowa Damo? - Pogładziła środkowy pręt, niby zwracając się właśnie do niego.
    Kobieta zacmokała z niesmakiem i zmierzyła strażnika wzrokiem. Potargane włosy, niewyraźne spojrzenie, pomięte ubrania.
    - Ktoś tu się dzisiaj nie wyspał... - powiedziała niby z troską. Oczywiście od razu dodała: wiesz, jeśli tam w pokoju strażników nie dają wam się wyspać to ja się z Tobą bardzo chętnie zamienię na lokum. Tutaj na pewno będzie Ci się bardzo dobrze spało. A jakie mam miłe współlokatorki! Od razu przypadniecie sobie do gustu, mówię Ci. - Z entuzjazmem pokiwała głową, jakby na potwierdzenie własnych słów. Przecież kto nie chciałby mieszkać w celi? Każdy o tym marzy!

    OdpowiedzUsuń
  6. To wcale nie tak, że on cierpiał na bezsenność. Patric nie umiał zasnąć wcześniej, niż nad ranem. Uprzednio musiał mieć jakieś zajęcie, które mogłoby go zmęczyć(więc czasem dawał się we znaki strażnikom, żeby dostać jakąś karę; prawdę mówiąc dzięki temu jeszcze się tutaj nie zanudził. No i w Alcatraz mieli swoją drogą bardzo ciekawe pomysły na "buły", od sprzątania podłóg po siedzenie w kuchni; czyż tego nie można już podczepić jako rozrywki?).
    Czasem, tak samo jak dzisiaj, popisywał się swoimi - wątpliwymi - umiejętnościami wokalnymi(chociaż zegarki zgodnie wskazywały godzinę pierwszą czterdzieści jeden, więc powinien zamknąć twarz i siedzieć cicho, skoro już nie może zmrużyć oka) drażniąc tym samym zarówno strażników - współczuł szczerze tym, którzy chodzili na nocne zmiany, bo pilnowanie go musiało być naprawdę utrapieniem; człowiek zmęczony po całym dniu, a tu jeszcze przychodzi do pracy i musi wysłuchiwać takich jęków - oraz innych więźniów.
    Po raz czwarty śpiewał "Chocolate Rain" - co naprawdę, nawet najbardziej cierpliwych, wyrozumiałych i twardo śpiących ludzi mogło wyprowadzić z równowagi - nic nie robiąc sobie z tego, że zwyczajnie mu to nie idzie i chociaż z racji na godzinę powinien zamilknąć.
    Właśnie zaczynał wyć piąty raz wspomnianą wcześniej piosenkę (skończył gdzieś na "Chocolate Rain, the prisons make you wonder where it went"; przypadek?), kiedy nagle zobaczył cień i jego oczy wychwyciły znaną mu sylwetkę.
    - ...czyżby zeszło na mnie zbawienie? Stwierdzili, że jestem całkowicie popierdolony i mnie wypuszczają, tak, panie Miller? - spytał i wyszczerzył go niego zęby w uśmiechu.

    Patric Hartnett

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie, wcale się nie wyspałam. Z resztą jak można wyspać się na czymś tak niewygodnym jak prycze w celach. Powstrzymywałam się przez cały dzień od zrobienia czegoś na prawdę głupiego, ale jak tylko poszłam do psychologa nie wytrzymałam. Już na wstępie rzuciłam w niego, albo to przynajmniej miało być w niego, kubkiem z herbatą i teraz na ścianie widniała bardzo ładna brązowa plama a kubek, czy też jego resztki, wciąż walały się po podłodze. A on to cierpliwie znosił! Zadawał mi te bezsensowne pytania a ja starałam się jak mogłam nie rozryczeć się kiedy pytał o rodzinę. Owszem miałam matkę, ojca i brata, ale co z tego skoro oni nawet nie wyślą mi pieprzonego listu! Kiedy usłyszałam skrzypienie drzwi odwróciłam się choć wiedziałam, że to strażnik, ale kiedy zobaczyłam tego zapomniałam jak się mruga i zamyka buzię. Co tacy ludzie jak on robią w takim miejscu jak on?! Zaraz jednak odzyskałam panowanie nad swoim mózgiem i resztą i odwróciłam się przodem do psychologa, który coś tam bazgrał w swoim zeszycie.
    - Dobrze, ostatnie pytanie. Jak minął ci dzień.? - no nie! Jeszcze tego brakowało. Wstałam i oparłam się o blat biurka.
    - Jak ci zaraz powiem jak mi minął dzień. Cholernie źle. Musiałam zasuwać w kuchni i myć naczynia po tych śmieciach! Nie miałam ani chwili wolnego, bo musieli mnie zamknąć w izolatce, bo niby rzuciłam się na jakiego kolesia, ale to nie moja wina że się do mnie dobierał, palant. A teraz do widzenia. - wyszłam z gabinetu nabuzowana bardziej niż zwykle.
    [Ano witam, witam :3]
    Margaret

    OdpowiedzUsuń
  8. Kobieta pogładziła ręką kolejny stalowy, gruby drut.
    - Przedstawić Ci resztę prętów? Wiesz, takie znajomości mogą Ci się przydać w przyszłości... - Zawiesiła głos, by nadać zdaniu nieco tajemniczości i rzuciła mu porozumiewawcze spojrzenie, jakby chcąc zasugerować, że na świecie nie ma ludzi z czystym sumieniem i nawet na tego podobno bardzo porządnego strażnika znalazłby się paragraf.
    Jej usta mimowolnie ułożyły się w podkówkę. Jego łóżko może i było wygodne, ale nie mogła tego samego powiedzieć o swojej pryczy. Ile by oddała, żeby choć raz przespać się w wygodnym łóżku... Uniosła brew, udając zdziwienie tym, co usłyszała od mężczyzny.
    - Wyrok? Jaki tam wyrok. - Machnęła lekceważąco ręką. - Właściwie nie zrobiłam niczego aż tak złego... Moja ofiara nie krzyczała zbyt głośno, więc pewnie ten pocięty nożem brzuch nie bolał jej aż tak bardzo. Chociaż muszę przyznać, że spojrzenie miał przekonujące. - Powiedziała zamyślonym głosem. - Właściwie oddałam społeczeństwu przysługę, zabijając tego starego gwałciciela. - Wzruszyła ramionami. Po chwili ziewnęła, niby znudzona rozmową i wyprężyła się niczym kotka, rozprostowując kości. Widząc zainteresowane spojrzenie więźnia z celi na przeciwko, usilnie wpatrujące się w jej biust, szybko stanęła normalnie a tamtego spiorunowała wzrokiem. Zrezygnowany, wycofał się w głąb celi. Niebieskowłosa rzuciła rozbawiony uśmieszek strażnikowi i znowu wzruszyła ramionami.

    OdpowiedzUsuń
  9. - Mówisz to samo ilekroć przyjdziesz mnie odwiedzić. Nadal nie znudziła ci się moja morda, co? - mruknął i uśmiechnął się do Jasona z rozbawieniem. Właściwie nie wyglądał na człowieka, który zdawał sobie sprawę z tego, że spędzi tutaj najbliższych dwadzieścia jeden lat swojego życia(jak dobrze pójdzie, bo czasem odwalał takie sceny, że można by się zastanowić, czy jednak tego wyroku mu nie przedłużyć do dożywocia; w sumie to i tak nie byłaby duża różnica. Jak wyjdzie będzie pewnie siwy, pomarszczony i żadna kobieta nie będzie się chciała z nim nawet przespać, trochę przykre, ale prawdziwe).
    On usilnie odsuwał od siebie tę myśl. Starał się mieć zawsze jakieś zajęcie, chociaż szybko się nudził(co mogło znaczyć tyle, że faktycznie lekarz w dzieciństwie dobrze podejrzewał u niego ADHD, z tym niewielkim faktem, że rodzice nie zgodzili się na żadne leczenie, czy w ogóle zagłębienie się w ten temat; w końcu ich dziecko musiało być idealne i nienaganne, nawet jeżeli chcieli je zawiesić w prawach ucznia, bo chciało rzucić krzesłem w kolegę, a to prawie wylądowało na nauczycielce).
    - Wiesz, możesz im przekazać... - Tutaj wstał i podszedł do krat, opierając o nie czoło i spojrzał w górę, na twarz Jasona - ...że mogą się pieprzyć albo zatkać uszy własnymi gilami. Strasznie bardzo... - Zrobił zasmuconą minę. - ...mnie to jebie, co myślą na temat mojego śpiewania - zakończył i uśmiechnął się do niego kpiąco. Zacisnął dłonie na prętach, czekając na jakąś reakcję ze strony strażnika.
    Lubił się z nim droczyć, a jeszcze bardziej podkręcał go fakt, że się znają i teraz Miller może zacząć sobie wyrabiać o nim nowe zdanie. W końcu normalnie wydawał się być miły, przyjazny; nikt nie podejrzewałby go o takie rzeczy, jakie zrobił i za które tu trafił.
    - Przekażesz im to, Jason, czy mam ułożyć o tym psalm, a potem wyć go przez całą noc? - podpytał głosem przesyconym tak dużą dozą życzliwości jaką mamił przez kilka lat swoich sąsiadów, po nocach robiąc filmiki, gdzie torturował dzieci, potem je mordując.
    Nikt nie znał motywu jego działania, a kiedy psycholodzy pytali go o przeszłość i rodziców to tylko zaczynał się krzywo uśmiechać, jakby miał coś przez chwilę powiedzieć, ale potem się z tego rozmyślił i zrezygnował.

    Patric Hartnett

    OdpowiedzUsuń
  10. Westchnęła ciężko i przez chwilę nic nie odpowiadała. Przez chwilę szukała szew, by móc zaszyć te ramię. Kiedy je znalazła stanęła nad nim i spojrzała mu w oczy.
    - Ja nie mam rodziny. Zostali zamordowani w wigilie, a moją córę porwali - powiedziała i przegryzła dolną wargę, by schować wszystkie emocje do środka. Wzięła się do pracy i delikatnie zaczęła zszywać. Bycie lekarzem jest u nich rodzinne. Jej prababcia , babcia i mama również nimi byli, więc nic dziwnego, że i Olivia nim została.
    - Nieraz takie miejsca są bardziej bezpieczne od innych - stwierdziła uśmiechając się smutno.
    Olivia

    OdpowiedzUsuń
  11. Założyła ostatnią szew i poszła umyć ręce. Następnie zabandażowała ramię i powoli zaczęła sprzątać. Spojrzała się na niego dyskretnie i usiadła na biurku, krzyżując ręce na piersi.
    - I jest - odpowiedziała beztroskim tonem, jakby to co mówi, było już normalne. Nigdy się z tym nie pogodzi, aczkolwiek coraz lepiej potrafi z tym żyć, co nie jest o dziwo takie proste.
    - Ludzie doceniają to co mają, dopiero po stracie - powiedziała. Taka była prawda i nie każdy potrafił to zrozumieć. Niby nienawiść do kiedyś bliskiej Ci osoby jest normalna, ale kiedy ona umiera i wiesz, że nigdy jej nie zobaczysz, wtedy żałujesz.
    - Tak w ogóle nazywam się Olivia - przedstawiła się.

    Olivia

    OdpowiedzUsuń
  12. Próbowałam się wyszarpnąć, ale nic z tego. Przeklęte kajdanki. Prychnęłam słysząc jego słowa. Delikatnie. Jakby to co zrobił było delikatne. Szłam spokojnie nie odzywając się i patrząc na swoje buty. Miałam dosyć tego miejsca, tych ludzi a najbardziej tych przeklętych kajdanek, ale to nie moja wina, że tamta dwójka zadarła nie z tym z kim trzeba. Mogli siedzieć cicho wtedy mnie by tu nie było a oni nadal by żyli. Proste? Oczywiście, że tak. - Wiesz co? Dziwię się, że chce ci się tu pracować. Znosić nas wszystkich, w końcu jesteśmy tymi najgorszymi. - przy ostatnim słowie wzniosłam oczy ku niebu, a raczej szaremu sufitowi. Prawda była taka, że naprawdę niewielu ludzi dawało tu radę. W końcu trzeba mieć nerwy ze stali.
    Margaret

    OdpowiedzUsuń