wtorek, 27 sierpnia 2013

Jestem sobie mały miś... Z wielkimi zębami.

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi2qF7sdb5yJ0r1JWHbWMgbB7jSHr6QM_jOv8VeL98pWW-tXvOk9tQkqPzOtK7p2Iu8D3sBOb-wMkKX4cjRaURT7iwpidti0xdMSoGYgB03YiLpTW5l9P0EKJAKUQOFYgWPhgRdriNN3U0/s320/tumblr_ma2fmoBT911qkdght.gif
Margaret Dupre 

Urodzona: 3 sierpnia 1985r., Londyn
Wykształcenie: wyższe, absolwentka Uniwersytetu Londyńskiego na wydziale dziennikarskim
Skazana za: podwójne zabójstwo, handel narkotykami, posiadanie broni, rozboje

- Mam was dosyć! - siedemnastoletnia uczennica londyńskiego liceum trzasnęła drzwiami. - Wszyscy jesteście żałośni! Nie znoszę was. - zapłakana dziewczyna cisnęła wazonem przez pokój. Mężczyzna wychodzący z sąsiedniego pokoju szybko się odsunął i zaczął uspokajać dziewczynę co skutkowało jedynie głośniejszymi krzykami. Pół godziny później dziewczyna wyszła z domu, spokojna. 

http://25.media.tumblr.com/tumblr_m2c4h2MFD21qdi1fko1_500.gifDwudziestoletnia kobieta podniosła się znad leżącego, martwego mężczyzny. Kuchenny nóż wystawał z jego klatki piersiowej. Kobieta wyciągnęła narzędzie z ciała mężczyzny i wybiegła z mieszkania na poddaszu po czym odwiedziła kobietę, która również nie przeżyła owej nocy.

Z sali sądowej wyszła dwudziestodwuletnia kobieta o długich brązowych włosach i oczach w tym samym kolorze z wyrokiem dożywotniego pozbawienia wolności.

Margaret ma do tej pory problemy z kontrolowaniem złości i jest pod ciągła opieką psychologa. Musisz ja poznać aby powiedzieć jaka jest.


Nie lubię pisać dużo, jeśli chodzi o karty. Margaret trzeba poznać, bo nawet ja nie umiem powiedzieć jaka ona jest.

5 komentarzy:

  1. Nareszcie! W końcu nadszedł dzień, kiedy Miller mógł się w spokoju wyspać. Późniejszy obchód przy niedawnej zmianie godzin pracy okazał się wybawieniem. Dosłownie. Kiedy wstał miał czas, aby doprowadzić się do porządku i używalności. Bez skojarzeń, proszę. W każdym razie elegancko wypalił całą paczkę papierosów z kolegą przy kawie, który niedawno wyruszył z wizytą do San Francisco, aby spotkać się z rodziną. Jason chętnie wysłuchał jego opowieści. Jednak należy tutaj wspomnieć o tym, że ten młody człowiek za swoją własną rodziną nie przepadał. W większości. Nie odbierał telefonów albo odrzucał połączenia. Jedyną osobą, która miała z nim stały kontakt była jego studiująca siostra - Sofie. Ona jako jedyna podczas rozmów nie próbowała go nakłonić do powrotu do rodzinnego miasta, a mowa tu oczywiście o Nowym Yorku. Tam się wychował i uwielbiał klimat tego miasta, mimo wszystko nadal wolał siedzenie w Alcatraz. Albo siła woli albo przyzwyczajenie. Niech każdy nazwie to jak chce.
    Teraz jednak szedł korytarzami tego więzienia. Miał na sobie swój mundur, gdzieś przy pasie z kajdankami miał nawet kilka fajek (nałóg zawsze wiedział kiedy się o siebie upomnieć) i typowo dla siebie. Miller miał za zadanie odstawić jakąś młodą kobietę do jej celi z wizyty u psychologa. Kiedy pojawił się przed drzwiami, bez zawahania wszedł do środka i przystanął z boku. Czekając spokojnie i cierpliwie z założonymi rękoma na koniec rozmowy. Stał w dużej odległości. Nie zamierzał niczego podsłuchiwać. Nie należał do zbyt ciekawskich osób, a nawet jeśli to nie pokazywał tego po sobie.

    [Ano, witam koleżankę ;p]

    Jason

    OdpowiedzUsuń
  2. Niebieskowłosa siedziała w celi i myślała, nad znalezieniem sobie jakiegoś zajęcia. Niestety - jej współlokatorek nie było, strażnik nie chciał z nią rozmawiać, więźniowie z celi obok też gdzieś wyparowali. Z rezygnacją siegnęła po discmana i założyła na uszy słuchawki. Zamknęła oczy, poprawiła się na swojej pryczy i skupiła się na wsłuchiwanie się w głos swojego ulubionego rockowego wokalisty. Nie minęło pięć minut, gdy usłyszała brzęk otwieranych krat. Otworzyła jedno oko - do celi na przeciwko wprowadzano kogoś nowego. Nancy uniosła brew i uśmiechnęła się po swojemu - krzywy uśmieszek, nieznaczne rozbawienie na twarzy. Może być zabawnie, prawda?
    Kiedy tylko strażnik odszedł podeszła bliżej krat. Spojrzała na nową i znowu się uśmiechnęła, tym razem nieco ponuro.
    - Witamy w piekle, kruszyno. Baw się dobrze. - Zaśmiała się cicho.

    OdpowiedzUsuń
  3. Uniosła brew, słysząc co mówi nowa i roześmiała się głośno, jakby w życiu nie słyszała lepszego żartu. Otarła łzy, które mimowolnie pojawiły jej się w oczach.
    - Przepraszam, kruszyno ale Ty chyba naprawdę nie wiesz co mówisz. - Powiedziała tonem głosu, jakby mówiła do niegrzecznego dziecka w przedszkolu. - Jesteś wśród najgorszych ścierw i skurwysynów na całej kuli ziemskiej i się jeszcze z tego cieszysz, naprawdę? - Przyłożyła dłonie do krat i oparła o nie głowę. Nagle spoważniała i wbiła w nią zimne, ponure spojrzenie. - Mam nadzieję, że lubisz szybkie numerki bo mieszkasz w celi ze starą erotomanką. Niedługo ją poznasz, właśnie wykonuje karę, którą dostała za napastowanie seksualne jednej z więźniarek. Mówiłam już, że w jej typie są brunetki, takie jak Ty, kruszyno? - Zaśmiała się ponownie, tym razem w jej głosie nie było już ani litości ani współczucia. Wprost marzyła o tym, by ta nowa paniusia dostała taki wycisk, jak jeszcze nigdy w życiu. I wiedziała, że go dostanie. Współwięźniowie już o to zadbają. Wróciła na swoją pryczę i położyła się na niej. Przynajmniej kiedy leżała, nikt z sąsiednich cel nie rozbierał jej wzrokiem, czego bardzo nie lubiła.

    OdpowiedzUsuń
  4. [ Cześć, piszesz się na wątek? ]

    Patric Hartnett

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie zamierzał skupiać się na tym jak zareagowała na jego widok dziewczyna. Musiał zachować podręcznikowy spokój i opanowanie. Tak męczące, że aż głowa boli. Ale przyczaił się.
    Millera samo stanie w gabinecie psychologicznym wprawiało w buntownicy i bojowy nastrój, ale był strażnikiem i nie mógł czegoś takiego po sobie poznać. Stał jednak spokojnie przy ścianie. Nie chciał przeszkadzać, ale na jego widok kolega z pracy postanowił zakończyć swoje "przesłuchanie". Pytanie wyprowadziło jednak dziewczynę z równowagi i ta zdecydowała się na radykalny krok - opuszczenie pomieszczenia samowolnie. Taki ruch był raczej nieodpowiedni w takim miejscu jak Alcatraz. Dlatego też Jason skinął głową na psychologa, nie zamieniając jednak z nim ani jednego słowa. Raczej za nim nie przepadał.
    W każdym razie poszedł śladem dziewczyny. Od razu pochwycił z pasa kajdanki. Dogonienie jej nie zajęło mu zbyt wiele czasu. Chwilę potem, może trochę z zaskoczenia, ale dbając o pozory delikatności, zakuł ją. Nie pochylił jednak w dół, jak to robią gliniarze, by wsadzić kogoś do auta. To było bardziej cywilizowane, jakby nie spojrzeć.
    - Nie polecam robić mi takich numerów, następnym razem mogę zrobić to mniej delikatnie. - powiedział z rozbawieniem, prowadząc ją prosto przez korytarz aż przez blok.

    Jason

    OdpowiedzUsuń