
OLIVIA HOWARD
26 lat
lekarz
Londyn
Kobieta, która straciła wszystko. Dom, rodzinę, męża i poczucie bezpieczeństwa.
Dla was wigilia to coś wspaniałego, prawda? Piękne święto. Prezenty, radość, jedzenie i miłość. Dzień tak długo wyczekiwany. Olivia go nie cierpi.To wszystko zdarzyło się dwa lata temu.
Goście już przybyli. Przywitałam swoim rodziców, teściów i siostrę z mężem. Jason jeszcze ubierał z Alice choinkę. Tak bardzo byłam szczęśliwa. Kiedy wszystko było już przygotowane, mój wspaniały mąż obdarował mnie całusem i usiedliśmy przy stole. Przez chwilę rozmawialiśmy, wspominaliśmy stare czasy. Na mojej twarzy gościł ciągle uśmiech. Przyszedł czas dzielenia się opłatkiem.
- Życzę Ci byś wytrzymał ze mną kolejne lata - powiedziałam do Jasona,a on skwitował to śmiechem.
- I nawzajem - odpowiedział. Wymieniliśmy się białym, kruchym opłatkiem. On przytulił mnie mocno - kocham Cię, Olivia - szepnął do ucha.
- Ja Ciebie również.
Po wszystkim zajadaliśmy się potrawami, które wyśmienicie wyglądały i pachniały. Alice ciągle się pytała o prezenty, aż w końcu moja matka pozwoliła jej otworzyć. Mała pięciolatka dostała różowego zajączka, którego pokochała. Do tego parę smakołyków, bajki Scoobe Doo i kuchenkę do zabawy. Przyszedł czas, by ją położyć do łóżka. Wzięłam ją za rączkę i zaprowadziłam do sypialni na piętrze. Zaczęłam opowiadać jej bajkę, przy której powoli usypiała.
Nagle usłyszałam trzask i wrzaski. Odgłos strzelaniny. Alice również to słyszała.
- Mamo, co to za dźwięki? - spytała przestraszona. Po mojej twarzy poleciały automatycznie łzy. Wzięła ją szybko na ręce i zaprowadziła na strych, najciszej jak się dało. Zadzwoniła na policje, komórkę zawsze miała przy sobie. Ktoś już miał tu wejść, próbował się dostać. Wtedy słychać było syrenę policyjną. Siedziałyśmy mocno do siebie przytulone, bałyśmy się. Kolejne strzały, mocniej przytuliłam córkę.
Kiedy wszystko ucichło, zeszłyśmy na dół.W salonie stało pełno policjantów. Natychmiast zakryłam oczy Alice, gdy zauważyłam całą rodzinę martwą. Wszędzie była krew, śmierdziało śmiercią. Po moich policzkach poleciały kolejne łzy.
- Jason! - krzyknęłam na widok męża, który leżał pod choinką. Krew mu wyciekała z czoła, to było przerażające. Podbiegłam do niego i najnormalniej w świecie nim szarpałam - obudź się, nie zostawiaj mnie, proszę! - krzyczałam przez łzy. Tak bardzo go kochałam, straciłam całą rodzinę. Straciłam...
- Pani Howard? - usłyszałam męski głos i niechętnie się odwróciłam. Kiwnęłam posłusznie głową - bardzo mi przykro, chciałbym z panią porozmawiać...
Już znacie mniej więcej jej historie. Smutne, prawda? Jednak to nie wszystko. Miesiąc później porwano Alice i do dzisiaj nie wiadomo, co się z nią dzieje. Postanowiła wyjechać, jak najdalej od Londynu. Znalazła pracę w więzieniu Alcatraz.
Olivia jest zamkniętą w sobie kobietą. Boi się otworzyć innym. Typowa samotniczka, ciągle szuka Alice. Boi się, że pewnego dnia przyjdą i po nią, przez co nie potrafi spokojnie spać. Sympatyczna, miła, chętnie udziela pomocy. Pragnie miłości, to dziwne? Chciałaby mieć normalne życie, odzyskać swoją rodzinę. Ciągle nie rozumie, dlaczego padło na nią. Ma ciągle nadzieje, że kiedyś wszystko się ułoży i na jej twarzy pojawi się szczery uśmiech.
- Pani Howard? - usłyszałam męski głos i niechętnie się odwróciłam. Kiwnęłam posłusznie głową - bardzo mi przykro, chciałbym z panią porozmawiać...
Już znacie mniej więcej jej historie. Smutne, prawda? Jednak to nie wszystko. Miesiąc później porwano Alice i do dzisiaj nie wiadomo, co się z nią dzieje. Postanowiła wyjechać, jak najdalej od Londynu. Znalazła pracę w więzieniu Alcatraz.
Olivia jest zamkniętą w sobie kobietą. Boi się otworzyć innym. Typowa samotniczka, ciągle szuka Alice. Boi się, że pewnego dnia przyjdą i po nią, przez co nie potrafi spokojnie spać. Sympatyczna, miła, chętnie udziela pomocy. Pragnie miłości, to dziwne? Chciałaby mieć normalne życie, odzyskać swoją rodzinę. Ciągle nie rozumie, dlaczego padło na nią. Ma ciągle nadzieje, że kiedyś wszystko się ułoży i na jej twarzy pojawi się szczery uśmiech.

Jest i ona, zapraszamy na wątki :D
Bycie strażnikiem w takim miejscu jak Alcatraz było w pewnym sensie niebezpieczne dla zdrowia, a czasem... i życia. A przecież kiedyś przed zamknięciem tego miejsca na stołówce pozwalano skazanym przebywać i jeść w bardzo cywilizowanych warunkach, czyli bez kajdanek. Niektórym odbijało, to niezaprzeczalny fakt. Gdyby ktoś posiedział w izolatce tak długo jak ten więzień, którym miał zająć się Miller to nie było się czemu dziwić, że wpadł w jakiś niemożliwy do opisania szał, niczym zwierzę.
OdpowiedzUsuńFacet był silny i ktoś niedoświadczony miałby spory problem. Jednak Miller musiał sobie jakoś z tym poradzić. Nie było innego wyjścia. W końcu zakuł kolesia i pchnął go gwałtownie na ścianę. Taką sytuację trzeba było wykorzystać. I Jason właśnie to zrobił. Po wyprowadzeniu więźnia na blok oddał go swojemu koledze z pracy, gdy ten zauważył krew na ramieniu i kazał mu iść do tutejszej lekarki.
Jason nie lubił lekarzy, tak samo jak nie przepadał za pytaniami psychologów. Starał się unikać ich za wszelką cenę. Teraz jednak, by to nie przeszło. Dlatego też zapukał do drzwi, by zaraz otworzyć je na oścież.
- Znajdzie pani dla mnie może chwilę? - rzucił na powitanie, wskazując tym samym na krwawiące ramię.
[Witam w Alcatraz i życzę zaklimatyzowania się. Poza tym mam nadzieję, że wątek nie wyszedł mi aż tak źle ;)]
Jason
Niebieskowłosa dostała zadanie specjalne na dzisiaj - specjalne oznaczało w tym przypadku zadziwiająco mało skomplikowane - miała pomóc więziennej lekarce w rozkładaniu na półkach lekarstw przywiezionych ostatnio. Zadanie dostała w nagrodę za w miarę grzeczne sprawowanie się przez ostatni miesiąc.
OdpowiedzUsuńTylko z tego powodu, dała się grzecznie skuć i zaprowadzić na miejsce. Gabinet wyglądał jak zawsze - pomalowany na biało, nieco obskurny, dobre lata mający już za sobą. Nie lubiła takich pomieszczeń. Kojarzyły jej się ze śmiercią. A ich sterylność ze sztucznością, udawaniem. Za biurkiem spodziewała się ujrzeć lekarkę, która pracowała tutaj od przeszło dwudziestu lat, oprócz tego była zrzędliwa, a resztę rzadkich włosów wiązała w kitkę. To, oraz okulary korekcyjne w grubych oprawkach sprawiały, że wyglądała jak nauczycielka z koszmarów. Jednak to nie była ona. Nancy ujrzała młodą kobietę, będącą zupełnym przeciwieństwem poprzedniej doktor. Więźniarka uniosła brew i uśmiechnęła się nikle.
- Witamy w skromnych progach tego uroczego przybytku. - Powiedziała, starając się, żeby w jej głosie jak najmniej było słychać ironiczny ton. Nie chciała już na początku robić sobie z kobiety wroga. Znajomości w końcu się przydają. Szczególnie w Alcatraz.
Słyszał o niej. Strażnicy i inni pracownicy o niej mówili. Nie żeby ją jakoś szczególnie obgadywali, ale jak to w takim miejscu jak to... trudno jest zbyt wiele ukryć, a jeśli ktoś to robił jak na przykład Jason pozostali starali się stworzyć jego historię na podstawie swoich domysłów. Dlatego też Miller nigdy nie słuchał takiej pustej paplaniny. Nie chciał mieć z tym nic wspólnego, a tym bardziej. Miał gdzieś roznoszenie plotek.
OdpowiedzUsuńTeraz siedząc już na tej kozetce mógł jej się dyskretnie przyjrzeć. Nie był bowiem osobą, która obserwuje kogoś tak, że ten może poczuć na sobie jego wzrok, o nie. Nie wiedział jak doszło do rany, ale póki co bólu jakiegoś szczególnego nie poczuł i może wówczas zbagatelizował to biorąc to za wynik starcia i walki charakterów.
- Jesteś tu nowa, co? - mruknął obojętnym tonem. - Zastanawia mnie dlaczego osoba tak nieszczęśliwa na pierwszy rzut oka jak Ty może sobie radzić z tym miejscem. - posłał jej uważne spojrzenie. Nie zamierzał jednak przeszkadzać jej w robocie, bo to przecież nie był jego cel.
Jason
Westchnęła przeciągle i spojrzała na pudła. No cóż, było ich trochę.
OdpowiedzUsuń- Taak, myślę, że moje zdolności intelektualne są na tyle rozwinięte, że sobie poradzę. - Rzuciła nieco zgryźliwie ale po chwili uśmiechnęła się krzywo. Nancy zauważyła, że nowa lekarka mówi z nieco innym akcentem, na pewno nie była z pochodzenia Amerykanką. Chwilę rozpakowywała lekarstwa w ciszy, od czasu do czasu zerkając na kobietę. Niebieskowłosa nie potrafiła jednak długo wytrzymać w ciszy, szczególnie jeśli za towarzystwo miała nieznajomą osobę. Co jak co, ale uwielbiała poznawać nowe osoby. Zawsze fascynowały ją meandry ludzkiej psychiki. Pewnie gdyby nie więzienie, teraz studiowałaby na Akademii Sztuk Pięknych albo właśnie psychologię. Nie było jej to jednak dane. Widocznie kobiecie był przeznaczony inny los. Ale nie narzekała, w końcu sama była sobie winna, prawda?
Znów rzuciła spojrzenie na nową panią doktor.
- Czyżbyś była z Wielkiej Brytanii? Nie wolałabyś pracować gdzieś bliżej domu? A może też jesteś tu na zesłaniu? - Ponownie uśmiechnęła się krzywo.
Nancy nie odwracając wzroku od pudeł zadała ciemnowłosej kobiecie kolejne pytanie:
OdpowiedzUsuń- A jednak przebyłaś daleką drogę by tu dotrzeć. Dlaczego? Jeśli szukasz domu, to znalazłaś się w najgorszym miejscu. Nawet piekło prędzej mogłoby zostać uznane za dom niż to miejsce. Rubaszni, rozbierający wzrokiem każdą kobietę strażnicy, niewiele lepsi od nich współwięźniowie, perwersyjne współlokatorki. Banda chorych na umyśle wariatów, zbyt niebezpiecznych by skończyć w psychiatryku. - Roześmiała się cicho i pokręciła głową. - Trzymam kciuki byś umiała wpasować się do praw dżungli. Szczególnie, że wyglądasz mi na delikatną osobę. - Znów na nią zerknęła, tym razem uśmiechając się nieco bardziej życzliwie. Sięgnęła po kolejne pudło, z impetem i zadziwiającą energią rozkładając kolejne leki. Liczyła na to, że jeśli skończy pracę wcześniej lekarka pozwoli jej chwilę jeszcze z nią posiedzieć. Nie uśmiechało jej się wracać do celi przed wyznaczonym czasem. Nawet to pomieszczenie, z całą swoją sterylnością i szpitalnym zapachem wydawało jej się przytulniejsze niż cela.
To wcale nie było tak, że on lubił bójki. Póki nikt nie miał do niego o nic pretensji to stanowił praktycznie zerowe zagrożenie. Zachowywał się całkowicie nieszkodliwie i w ogóle większość więźniów dlatego miała go za idiotę, który trafił tutaj bezpodstawnie(przynajmniej póki nie dowiadywali się za co siedzi i jakim cudem trafił tutaj, a nie siedział w jakimś okręgowym zadupiu). Potem niektórzy próbowali go prowokować, ale on zazwyczaj tylko uśmiechał się po swojemu i dalej grzebał łyżką w zupie lub wlepiał wzrok w książkę, udając, że cały świat tak bardzo go zlewa, że nie zauważa tego, że spędzi tu kolejnych dwadzieścia jeden lat swojego życia. Potem wyjdzie jako starszy pan(pewnie zacznie już siwieć albo kompletnie będzie wyglądał jak gołąb) i nie będzie potrafił się odnaleźć bez więziennego rygoru(chociaż nadal nie zdołał się jeszcze przyzwyczaić do rannego wstawania po tym, jak tyle lat budził się około jedenastej, a czasami dwunastej), więc pewnie albo się zabije, albo wznowi działalność zespołu tak, jak to planował zrobić zanim na dobre wciągnął się w studiowanie, ewentualnie zrobi coś takiego, żeby znowu trafić do paki.
OdpowiedzUsuńDo Alcatraz został przeniesiony za bójkę. Nalał współwięźniowi na spacerniaku do tego stopnia, że ten dostał wstrząśnienia mózgu(oprócz tego miał złamany nos i dwa żebra) zanim strażnicy zdążyli go od niego odciągnąć. Potem został grzecznie spytany, czy sam się uspokoi, czy mają użyć środków specjalnych, żeby mu w tym pomóc. Wybrał tę przyjemniejszą opcję i sam odetchnął, bo już dał upust swoim emocjom.
Teraz było podobnie. Tamten facet pomimo, że dwa razy większy od niego posunął się o kilka słów za daleko i zbliżył o kilka kroków za blisko, więc zaczęli się szarpać i wyszło na to, że tamten został kilkakrotnie zacięty nożem(akcja działa się na stołówce, więc Patric nie musiał się specjalnie starać o zdobycie czegoś ostrego, aby dokonać takiego czynu), a w nagrodę dostał dwa razy w mordę i na chwilę stracił przytomność.
Obudził się w jakimś cholernie jasnym i śmierdzącym szpitalem pomieszczeniu. Otworzył oczy i lekko się skrzywił, bo poczuł, że szczypie go brew. Dotknął i tylko westchnął. Rozcięta, jakoś to przeżyje.
- Mogę już iść? - spytał, chociaż obraz młodej lekarki dziwnie mu się jeszcze rozmywał i to chyba nie był najlepszy moment na wychodzenie.
Patric Hartnett
[ Okej, ja na powitanie zaczęłam wątek, mam nadzieję, że jest okej (starał się, aby był w miarę uniwersalny; do pierwszego morderstwa, czyli mniej więcej 26/27 roku życia Patric mieszkał w Nowym Jorku, potem przenosił się, więc jeżeli masz ochotę to mogą się już znać, ew. Patric mógł już do niej wcześniej trafić, jak chociażby tę łyżeczkę chciał połknąć i kazali go obejrzeć, czy nic sobie nie zrobił oprócz tego, że miał wyjątkowo idiotyczny pomysł, żeby łykać takie przedmioty. ]
Teraz to dopiero kobieta wzbudziła jego ciekawość. Wprawdzie raczej, by tego po sobie poznać nie dał, bo i do wścibskich nie należał. Wziął jednak pod uwagę, że są w tym pomieszczeniu sami, a i on jakoś dzielić się tym z nikim nie zamierzał.
OdpowiedzUsuń- Mało jest osób, a szczególnie kobiet, które czułyby się w takim miejscu jak Alcatraz lepiej niż we własnym domu. Zdziwiło mnie, szczerze mówiąc, ale przytłaczające muszą być nie tylko te ściany, ale i ludzie. - stwierdził, obdarzając ją spokojnym, acz uważnym wzrokiem. - W moim przypadku też się dziwią, że wolę przebywać tutaj niż rodziną. - skrzywił się na samą myśl. Nie przepadał za własną rodziną i widzieli to wszyscy nawet na pierwszy rzut oka. Nie musiał nawet tego szczególnie podkreślać.
Jason
Co jak co, ale Miller był w stanie pojąć jeśli ktoś nie chciał odpowiadać. Nawet, by tego szczególnie nie wymagał, bo decyzja należała tylko do niej, a on nie miał prawa naciskać. Może jako jeden z niewielu miał takie podejście, ale świata zmieniać nie zamierzał, a tym bardziej ludzi. Przecież to byłaby jałowa praca. Jeszcze jedno... musiałby umieć przemawiać, a do tego nie miałby raczej cierpliwości. Ewentualnie mógłby podburzać tłum.
OdpowiedzUsuńSpuścił wzrok, przyda jej się w ten sposób wrażenie dystansu.
- To musi być trudne - powiedział spokojnie. Chociaż wiedział, że gówno o tym może wiedzieć. Ale skoro się zwierzyła to zasłużyła przecież na to samo z jego strony. - Ja na ten przykład nie utrzymuje kontaktów z rodziną. Jedyny wyjątek robię dla mojej młodszej siostry, ale gdyby stało się coś komukolwiek poza nią nie wiem czy czułbym złość, a co dopiero żal.
Jason